
© Mario Kegel 3
Z Instytutu Badań Rybołówstwa z powrotem do Górnych Łużyc: Karsten Tusche mógłby zrobić karierę w nauce – jednak jego pasja zaprowadziła go z powrotem nad stawy.
Obecnie wraz ze swoim zespołem zarządza 42 stawami, produkuje rocznie około 130 ton ryb, a w 2026 roku w ramach Łużyckich Tygodni Rybnych został wybrany Hodowcą Roku, stając się tym samym przedstawicielem całej branży.
Karsten Tusche obronił doktorat z żywienia ryb, karmił pstrągi białkiem ziemniaczanym i mógłby pozostać w nauce. Zamiast tego prowadzi dziś hodowlę ryb w Rietschen, którą założył jego ojciec. Teraz jest Hodowcą Roku.
Hodowca ryb Karsten Tusche stoi nad brzegiem jednego ze swoich stawów i wskazuje na kilka niewielkich pagórków wystających z wody. Niedoświadczone oko ledwo je dostrzega.
„Oto one, te ciemne garby” – mówi z uśmiechem. „Dzisiaj są zanurzone w wodzie aż po czubek nosa”. Ledwie zdążył dokończyć zdanie, a już trzy duże bawoły wodne powoli wychodzą z stawu. Spokój zwierząt szybko jednak mija, gdy rozpoznają swojego właściciela. W końcu może mieć dla nich pyszny pokarm. Co dwa dni wpada tu bowiem, by je nakarmić.
Te trzy „dziewczyny” to wszystko, co pozostało z niegdyś znacznie większego stada. W 2008 roku Tusche sprowadził pierwsze bawoły wodne, traktując je jako naturalne kosiarki do trawy na brzegach wokół stawów. Mięso sprzedawano w sklepie przy gospodarstwie, gdzie zazwyczaj za ladą znajdują się ryby. W szczytowym okresie stado liczyło 13 zwierząt. Dziś panie są przede wszystkim atrakcją i niespodzianką dla spacerowiczów, którzy nad stawami i w ich wodach spodziewają się raczej ptaków wodnych lub właśnie ryb. To właśnie ryby są właściwie specjalnością Tuschego. W ramach tegorocznych Łużyckich Tygodni Rybnych, które odbywają się od 26 września do 1 listopada, tym razem został on wybrany „Gospodarzem Stawów Roku”.
Karp pokonuje naukę
Rodzice Tuschego pochodzą z Górnych Łużyc, z miejscowości Viereichen. W 1980 roku przeprowadzili się do Frankfurtu nad Odrą, gdzie Helmut Tusche pracował dla ówczesnej firmy ZBE Satzfischproduktion. Zaledwie rok później na świat przyszedł ich syn Karsten. „Po zjednoczeniu Niemiec mój ojciec od razu rozpoczął własną działalność”, wspomina. Ojciec dzierżawił grupę stawów w Hammerstadt, ale wraz z rodziną nadal mieszkał we Frankfurcie nad Odrą. „W zasadzie dorastałem wśród ryb” – opowiada dalej Karsten Tusche. Już od najmłodszych lat dowiaduje się, ile pracy trzeba włożyć, aby karp trafił na talerz. Jakie zmartwienia ma ojciec, gdy upały lub choroby dają się we znaki rybom. Że ta praca często oznacza osiem, a czasem nawet dwanaście godzin dziennie.
Nie odczuwał presji, by dołączyć do rodzinnego przedsiębiorstwa. Mimo to w 2001 roku, po maturze, zdecydował się na studia z zakresu nauk rolniczych i rybołówstwa w Berlinie. Później ryby stały się jego zawodem – ale najpierw zupełnie inaczej, niż się spodziewał. Pozostał w nauce i uzyskał stopień doktora na temat żywienia ryb. W Instytucie Badań Rybołówstwa w Büsum badał, w jaki sposób można karmić pstrągi ziemniakami. Dzisiaj białko ziemniaczane jest powszechnym składnikiem mieszanek paszowych dla ryb. „Jednak kariera w nauce oznacza po prostu myślenie od projektu do projektu, od finansowania do finansowania” – mówi. Ostatecznie to nie jest dla niego.
Karsten Tusche ceni to, że pod koniec dnia widzi, co udało mu się osiągnąć. Że hodowla ryb w stawach podlega cyklowi rocznemu, ze wszystkimi wzlotami i upadkami. Że może przebywać na świeżym powietrzu, blisko natury. Również w czasie pracy naukowej nadal wspiera ojca na odległość. W końcu w 2011 roku wraca do Rietschen, by wkrótce potem dołączyć do gospodarstwa.
Nienasycone utrapienia
Wszystko zaczęło się od grupy stawów w Hammerstadt. Tam struktura pozostała taka sama jak 400 lat temu, całkowicie pierwotna, bez przyłącza elektrycznego przy stawach, bez systemów napowietrzania. Później dołączyły stawy w Rietschen i Deuben, a w 2017 roku – Reichwalde o powierzchni około 30 hektarów. Obecnie hodowla ryb w Rietschen zarządza łącznie 42 stawami o powierzchni 260 hektarów. Żyją w nich lin, okoń, płoć czy sandacz. Najważniejszą rybą pozostaje jednak karp lustrzany. Dorastają one przez trzy do czterech lat, po czym są sprzedawane. Rodzina Tusche wraz ze swoim zespołem produkuje co roku około 130 ton. Od 2024 roku Karsten Tusche jest wspólnikiem i dyrektorem zarządzającym przedsiębiorstwa. Jego ojciec zajmuje się przede wszystkim częścią firmy położoną w pobliżu Frankfurtu nad Odrą.
Jak sam przyznaje, jako szef nie ma mniej pracy. Jest jej mnóstwo – oczywiście przy stawie, a dodatkowo jeszcze w biurze. Do jego obowiązków należy również pielęgnacja krajobrazu i zbiorników wodnych. Dodatkowe trudności sprawiają mu zwierzęce „budowniczowie”, tacy jak bobry czy inwazyjny gatunek nutrii, które zjadają ważną roślinność i podkopują umocnienia brzegów.
„Od ośmiu do czternastu procent powierzchni stawu powinno stanowić zamknięty pas trzcin, aby ryby lub ptaki wodne mogły ukrywać się przed drapieżnikami” – wyjaśnia. Jednak w przypadku niektórych stawów odsetek ten wynosi obecnie poniżej trzech procent. Nie ma nic przeciwko ochronie bobrów. „Potrzebna jest jednak zmiana sposobu myślenia, jeśli w związku z tym inne gatunki zwierząt są poważnie zagrożone”.
Ryby tuż przed początkiem lata
Znaczną część wyhodowanych ryb hodowla ryb Rietschen sprzedaje w swoim sklepie przy gospodarstwie. Cały zespół pomaga tam i dostarcza ryby klientom. Tusche lubi bezpośredni kontakt z klientami, krótkie rozmowy o pracy przy stawie lub o najlepszym przepisie na karpia. Sklep jest otwarty w piątki od 8:00 do 15:00 lub 17:00 oraz w soboty od 8:00 do 11:00. W ofercie znajdują się również ryby wędzone.
Ponieważ część połowu jest zamrażana, ryby są dostępne jeszcze tuż przed początkiem lata. Potem wszyscy czekają na jesienne wyławianie. „Dużą część dostarczamy również do Meklemburgii-Pomorza Przedniego”. „Tam, gdzie na opakowaniu widnieje napis »Ryby z Müritz«, w środku mogą być też ryby z Górnych Łużyc” – dodaje z uśmiechem.
Karsten Tusche przekazał już swoje zamiłowanie do ryb kolejnemu pokoleniu. Jego dzieci, w wieku siedmiu i trzynastu lat, tak jak on sam, dorastały w otoczeniu tej tematyki. Czy kiedyś przejmą hodowlę ryb? Czy ich ojciec w ogóle tego chce? „Dzieci są w trakcie dorastania i najpierw powinny same zobaczyć, dokąd zaprowadzi je życie”.
Dziesięć, dwadzieścia lat to długi czas. Pytanie brzmi, czy takie przedsięwzięcie będzie się wtedy jeszcze opłacało. Już wiosną 2026 roku zmiany klimatyczne spowodowały, że poziom wody w stawach był o dobre pół metra niższy niż zwykle. To wyzwanie, które w nadchodzących latach może stać się jeszcze większe. „Nie chciałbym rozkładać moim dzieciom dywanu z dziurami”. Dla niego jest to obecnie praca marzeń. „Następne pokolenie może mieć swoją własną”.
Wszystkie wydarzenia można znaleźć tutaj.



